Huragan Patricia i szczęście w nieszczęściu

Paz 28
monarca samica

Wiele było medialnego rozgłosu przez wejściem najsilniejszego huraganu w historii na terytorium meksykańskie. Patricia miała siłę wiatru wręcz niewyobrażalną, w porywach ponad 350 km/h. Siła potrafiąca przewracać samochody wzbudzała wielkie przerażenie wszystkich słuchających wiadomości o nadchodzącym kataklizmie.
Bardzo szybko okazało się jednak, że huragan nie wyrządził wielkich strat na jakie się zapowiadał. Dlaczego?

Pomimo tego, że siła wiatru była bardzo duża to siła rażenia, czyli szerokość przejścia huraganu była stosunkowo niewielka, zaledwie 50 km liczył pas najsilniejszych wiatrów. Powodzie i osunięcia ziemi nie wystąpiły w takich ilościach jak zwykle, deszcze nie były zbyt długotrwałe i intensywne. Tajfun ruszał się z prędkością- około 35 km/h. To bardzo dużo, Wilma z 2005 przemieszczała się tylko 6 km/h powodując ogromne zniszczenia w strefie hotelowej Cancun. 

Całe zjawisko atmosferyczne powstało bardzo szybko, przejście z kategorii burzy tropikalnej do huraganu 5 w skali Saffira-Simpsona trwało zaledwie kilka godzin. Ocean nie zdążył nabrać destrukcyjnej siły. Również osłabienie huraganu było momentalne. Spotkanie z łańcuchem górskim Sierra Madre wytraciło moc wiatru. Patricia szybko wróciła do kategorii burzy tropikalnej.
Mieszkańcy wybrzeża mieli dużo szczęścia, bo główna droga przejścia żywiołu prowadziła pomiędzy dwoma miastami, przez teren gdzie jest mała gęstość zaludnienia. Straty były stosunkowo niewielkie, a ludność dobrze przygotowana po ostrzeżeniach emitowanych w prasie i telewizji. Duży kurort Puerto Vallarta praktycznie nie doznał większych strat.
Co ciekawe, nie tylko ludzie byli dobrze przygotowani na nadejście huraganu. Motyle Monarcha, które własnie migrują do Meksyku, aby przezimować w górach w stanie Michoacan odebrały naturalną przestrogę. Jak co roku pokonują dystans około 3 tys. km i właśnie znajdują się w północnej części Meksyku. Na czas przejścia huraganu schowały się w górach sąsiedniego łańcucha Sierra Madre. Podobno już ruszyły dalej lekko zmienioną trasą. Niedługo dolecą do swoich tradycyjnych miejsc postoju, dla lokalnych mieszkańców ich przybycie to wielkie wydarzenie, które zawsze łączyli z listopadowym Świętem Zmarłych.